Mieszkańcy Jekaterynburga różnie zareagowali na wydarzenie, które miało stać się najbardziej znaczącym w historii miasta. .

- A ty, ojcze, gdzie zamierzasz wyruszyć po zamknięciu seminarium?. Chuny skakał z pośpiechem, jego chuda, wysoka postać przylepiła się do ośnieżonego pnia. Od chwili gdy wziąłem do ręki pistolet Wąskopyskiego (był to stary sztajer), byłem coraz bardziej niespokojny. Wahałem się, czy odciągnąć, żeby sprawdzić, czy jest nabity, każde dotknięcie zardzewiałej lufy opalało zimnem jak żywym ogniem, mróz parzył spoconą dłoń. Chuny, stojąc za drzewem, drobił w miejscu nogami - dał nam ręką znak. Wąskopyskim trzepało zdenerwowanie, potrząsał głową, rozcierał prawą rękę; leżeliśmy dziesięć kroków za Chuny. Strzały paliły bliżej, częściej, wyraźniej. Niebo za lasem pociemniało głęboko. Zgarbiwszy kark, Chuny podniósł karabin, przystawił kolbę do ramienia z podniesionym łokciem, padł strzał. Słychać było, jakby ktoś ostrym kłusem zleciał na twarde dno. Oto-to, oto-to, oto-to, przegalopował koń. Wąskopyski odsunął mnie. Skoczyliśmy do przodu. Drzewa zaczęły nam przechodzić z miejsca na miejsce. Koślawy cień żandarma poleciał ku górze i spadł za szkarpę do Pasiek. Przez chwilę było bardzo cicho. Chuny, przytuliwszy karabin do piersi, pobiegł skulony. Drugi żandarm skręcił z drogi i ostro ruszył na nas czarnym koniem. Ktoś przebiegł na ukos duktu. Wąskopyski strzelił, koń poderwał łeb i zaraz Chuny z półprzysiadu wyharatał i żandarm zeskoczył, ciągnąc tręzie do piersi jak lejce. Pochylony, zrobiwszy jeszcze kilka kroków na bok, runął głową w śnieg, a koń z zadartym łbem poleciał na las. Zza szkarpy pociągnął ktoś do nas serię z automatu ponad głowami. Ukrywszy się za drzewa, słuchaliśmy i wypatrywali, co będzie dalej. Na skraj- lasu wyszedł mazepiniec z hilfspolicji. Chuny strzelił tam, ale chybił. I już nie ruszyliśmy się z miejsc, byliśmy gotowi na wszystko. Wąskopyski wydobył pięć magazynków amunicji z kieszeni i położył je przed sobą na kaszkiecie. Milczeliśmy długo i długo leżeli w bezruchu, aż dzień już zaczął zaciągać się 265. - Z tego mąki nie wytrzepiesz - mruczał Kargul, patrząc, jak Pawlak zwozi ścięte zboże, które przypominało zrzuconą z dachu starą strzechę. Pawlak miał przynajmniej kobyłę. Kargulowi przyszło zaprząc do wozu dwie pozostałe krowy. Za to mógł mieć jedyną satysfakcję: zdobyty przez Pawlaka młynarz trzymał się jego, Kargula podwórza. Kręcił się zawsze w pobliżu Jadźki i to nie dawało Witii spokoju. Mieszając glinę, przygotowaną do budowy pieca chlebowego, który by przypominał ten z ich krużewnickiej chaty, wciąż zerkał na tamtą parę. Żeby zacząć budowę pieca dla babci Leonii, musiał najpierw wynieść z kuchni zgrabny piecyk, świecący białą emalią. Kiedy stawiał go przy płocie, zauważył, że Kokeszko przycupnął na ławeczce blisko Jadźki. Dziewczyna obierała ziemniaki, a Kokeszko tokował, zasłuchany w swoją pieśń niczym głuszec.. świątyniach, czy meczetach.. Matki żółt± jedwabn± chustk± i biegał po pokoju tr±bi±c, co miał tylko sił.. Operacyjnego, aby go załadować do RAM. Poszukiwanie to odbywa się właśnie w zasobach pamięci stałej. Każdy program, który chcemy uruchomić, musi się tam znajdować. Warto zwrócić uwagę, że w czytanej jakiej kolwiek informacji do RAM nie powoduje usunięcia jej z dysku..